Wchodząc na stronę logowania, przez chwilę musiałam się zastanowić jak brzmi mój login i hasło … To chyba zły znak. Od pewnego czasu nie ma wolnej chwili na pisanie co tam u nas słychać, a gdy już się takowa znajdzie, to wolę ją przeznaczyć na coś innego- czas spędzony z Pawłem, sprzątanie, gotowanie. W pracy dużo obowiązków i też nie ma kiedy coś naskrobać. Dopiero teraz, póki telefony się jeszcze nie rozdzwoniły, a moi koledzy z pracy nie utworzyli wspaniałych pism, którymi muszę się zająć – MAM CHWILKĘ :)
Koleżanka z pracy poszła na zwolnienie i musiałam posadzić swoje 4 litery za nią w sekretariacie. Moja naczelnik wyjechała na urlop. Tym sposobem robię na trzech etatach jednocześnie. Dopiero po 8, a ja już marzę żeby była 15.30 … Chce do domu!
Małżonek leży w domu w łóżku. Pewnie jeszcze śpi. Biedactwo też się rozchorował. Anginę ropną złapał… Już drugiego dnia, jak zaczęło go rozkładać wybrał się do Pani Doktor. Byłam z niego dumna – zazwyczaj trzeba go wołami ciągnąć do przychodni. Dostał tydzień zwolnienia, antybiotyk i inne przydatne lekarstwa. Leży sobie w domku, pije herbatki z malinami, je dużo rybek i warzywek. Za bardzo się nie przemęcza (raz tylko posprzątał w sypialni :) – dziękuję Kochanie). Mimo wszystko miniona sobota była najgorsza. Termometr wskazywał w nocy 39.1 stopni. Paweł najpierw leżał po kołdrą i grubym kocem, rozgrzewał się sokiem malinowym, a potem znów zmienił temperaturę i był cały rozpalony. Podejrzewam, że temperatura pojawiła się w związku z zastrzykiem jaki sobie zrobił około godzinki wcześniej. Do tego dołączył antybiotyk i mieszanka wybuchowa (gorączkowa) gotowa. Na dzień dzisiejszy z anginy pozostał mu tylko ból gardła. Po za konkursem pojawiły się zawroty i silne bóle głowy po każdym zastrzyku. W większej mierze to właśnie zawroty nie pozwalają mu wrócić jeszcze do pracy. Bóle swoją drogą. Spacery na świeżym powietrzu poszły w odstawkę, a do łask wróciła bieżnia, ostatnio troszkę zaniedbana. Zaniedbana tylko z powodu ładnej pogody za oknem. Woleliśmy wziąć psa na smycz i pozwiedzać nasze osiedle, zamiast chodzić czy biegać przy ścianie w domu, patrząc się w ekran tv.
Co tam się jeszcze pozmieniało? Z każdym miesiącem coraz bardziej zmieniany nawyki żywieniowe. Dopiero jak coś się wydarzy niedobrego w rodzinie, to człowiek zaczyna widzieć co nas otacza. Na dzień dzisiejszy otacza nas sama chemia rakotwórcza, która leży w sklepach na półkach. Nie zdajemy sobie do końca sprawy z tego, że sami doprowadzamy do pojawiania się tylu chorób na świecie. Ile dziś jest raków? Ile alergii? Kiedyś tego nie było. Ale kiedyś dziecko na wsi dostało masło zrobione przez mamę, śmietanę, mięso ze swojego utuczonego ekologiczną paszą świniaka, bez żadnych „E”, czy rosołek z kurki, która wesoło biegała sobie po podwórku, jajeczka przy tym poznosiła… Warzywa bez oprysków tak je chroniące, a nas trujące. Ale co tam… Po zachorowaniu Pawła, oczy się kilku osobom otworzyły. Dziś staramy się kupować warzywa w warzywniaku kolegi, gdzie wiem co skąd pochodzi i które produkty sam hoduje sobie na działce, bez żadnych antybiotyków czy świństw w zastrzykach. Nie liczy się, żeby warzywko było piękne i idealne. Ma być świeże i bez dodatków, które wzbogacają jego smak i nadają idealny wygląd. Zrezygnowała z różnych przypraw – do mięs. ryb, sałatek, fix’sów czy innych takich. Sam proszek – chemia. Sosy w słoikach , które tak często goszczą w domach, zamieniliśmy na własnoręcznie zrobione z pomidorów uduszonych z ziołami i czosnkiem. Pawła rodzice zaopatrują nas w owoce, z których sami robimy soki. Mama mego małżonka w wakacje przygotowała kilka słoików z malinkami i kilka soków z porzeczek. Pychota!! A jak super się nadają do picia dla Pawła, gdy podczas choroby nie może pić swojej mineralnej z butelki, bo zimna. No i doskonale go rozgrzewają, gdy mu zimno. Dziękuję Mamo za soczki :)
Swoją drogą, pracował ze mną kiedyś facet, jeżdżący kilka lat temu na ciężarówkach. Transportował duże worki z proszkiem, które rozwoził po fabrykach produkujących soki w kartonach. Co worek to inna mieszanka – pomarańczowa, wiśniowa, jabłkowa… A jak jakiś worek się rozwalił, to mieli obowiązek zebrać wszystko z podłogi miotłą i szuflą, po czym wsypać do nowego worka. Co wtedy powstawało ?? Multiwitamina :) Człowiek kupuje sok w sklepie i nawet nie myśli o tym, że tak naprawdę kupił wodę wymieszaną z jednym z tych proszków, czasem trochę miąższu owoców dodadzą dla wiarygodności. Nektary i napoje, nawet tego miąższu nie mają. Najgorsze świństwa… Koleżanka Inspektorka zatrzymała kiedyś do kontroli pojazd, przewożący towary oznaczone znakiem – niebezpieczne, tzw. ADR. Jak wielkie było jej zdziwienie, gdy z dokumentów wyczytała, iż kierowca zmierza z całą tą chemią do jednej z fabryk popularnych soków na rynku… A później dziw, że tyle chorób na świecie… Cholera… Dlaczego tyle jest chorób…. ?
Chyba mi odbiło… Muszę zakończyć tą notkę…. Buziaki
22 września 2011 | Komentarzy: 3 » Dodał(a): Martyna