Biofeedback – NIE, obżarstwo i dieta

Po przeanalizowaniu udziału Pawła w terapii biofeedback – postanowiono :

NIE uczestniczyć w takim projekcie. Bliskie nam stworzenie (ładne i miłe) zwane Ireną, na co dzień zajmujące się osobami niepełnosprawnymi i znające od podstaw biofeedback, stwierdziło, że to nie dla Pawła. Owszem, nadaje się dla ludzi z SM, ale tylko dla tych, którzy mają problemy z koncentracją, myśleniem, mową itd. Paweł nie posiada takich problemów, co za tym idzie – głupotą byłoby wydawać pieniążki (nie małe, bo u nas około 70 zł jedno spotkanie kosztuje, a odbyć trzeba ich duuuuuużo) na coś co aktualnie nic pozytywnego dla niego nie wniesie.

Koleżanka Ola – zajmująca się zawodowo biofeedbackiem – lekko się obraziła chwilowo na potworka Irenkę, ale chwila o której piszę trwała może z 15 minut :) Po wysłuchaniu wystąpienia Ireny przedstawiającej swoje rację w temacie zbędności takiej terapii u mojego męża, przychyliła się do jej zdania i tym sposobem miłość i ogólna radość znów zapanowała w naszym towarzystwie.

A przyznać trzeba, że towarzystwo tego dnia było serdeczne i zadowolone, bo upiekłam dwa ciasta, a Irena z Olą goszcząc w mojej kuchni wyczarowały gofry z bitą śmietaną…. Oj działo się….

W odniesieniu do wizyty potworów Irenki i Oli wraz z małżonkami – wszyscy pękali, a ja postanowiłam już faktycznie przejść na jakąś dietę. Przyznam, że nawet długo się nie zastanawiałam, nad wyborem diety. A dużo  ich jest w internecie. Zdecydowałam się na dwie: dietę z ograniczonym cukrem i MŻ (mniej żreć)    :)       Ciekawe jak długo wytrzymam :)

Paweł ma nowe zainteresowanie. Po za informatyką, odkrył w sobie na nowo potrzebę zabawy kabelkami, jakimś klejem (nie znam się, natomiast jak machał mi przed nosem „gibkim”, cienki i długim kawałkiem jakby gumy, to miałam dziwne skojarzenia) i czymś tam jeszcze…Co dziennie po pracy siada przy biurku i tworzy coś nowego :) A jaki przy tym jest szczęśliwy :) :) :) Znalazł nawet z kotkiem wspólny język :) Bawią się razem kabelkami :)

 

 

22 lutego 2012 | 1 komentarz » Dodał(a):

A tak o wszystkim na raz + gorączka 40 stopni

No to może w punktach:

1. Nie będę marudziła. Wczoraj podobno byłam wredną kobietą, nie do zniesienia dla  innych obywateli otaczających mnie w pracy. Podobno. Fakt, że miałam lekkiego nerwa związanego z takimi specjalnymi dniami zwanymi „napięciem przed”. Ale co tam. Starałam się być miłą i  nie mieszać kontaktów służbowych z moimi emocjami. Mąż nie narzekał :)

2. Walentynki. Święto komercyjne, wymuszające na nas kupowanie prezentów, zabieranie drugiej połówki do restauracji, zamawianie kwiatów i wyznawanie miłości.  Ja z Pawłem walentynki mam codziennie. Codziennie pokazujemy sobie, że się kochamy i nie wyobrażamy sobie życia bez siebie. Kwiaty i prezenty potrafimy sobie dać bez okazji (znaczy kwiaty to on daje mi :) ), więc wczorajszy dzień spędziliśmy jak każdy inny. Bez wydawania zbędnie kasy na wszędobylskie serduszka pod różnymi postaciami. Przechodziłam wczoraj koło cukierni Sowy i nawet standardowe torty mieli tego dnia w kształcie serduszek… Blee.

3. Chyba jednak trochę marudzę…

4. Gorączka. Paweł dał mi ostatnio popalić. W zeszłym tygodniu zrobiłam mu jak co 3 dni zastrzyk. Na drugi dzień źle się poczuł i postanowił zwolnić wcześniej w z pracy. Wrócił do domu i dostał wysokiej gorączki. Cały wieczór i  noc walczyliśmy żeby zbić temperaturę. Nie wiem czy miałam już omamy ze zmęczenia i przerażenia, czy co się stało ale w pewnym momencie widziałam na termometrze temperaturę 40,3 stopnia. Powtórzyliśmy natychmiast pomiar i wyszło 39 z czymś (już nie pamiętam). Miałam już przyszykowany w telefonie nr na pogotowie z zamiarem natychmiastowego dzwonienia w sytuacji podwyższenia jeszcze choć troszkę temperatury. Oj dał Paweł popalić, dał…. Dwa dni się zbierał po tej akcji. Rano dopiero koło 9 zbiliśmy całkowicie gorączkę. Efektem ubocznym całej przygody pozostał ból w okolicach oczu i zawroty głowy. Minęły na szczęście w ciągu dwóch dni, ale troszkę się Paweł namęczył.

Przydała się bieżnia, na której chodził, żeby pozbyć się karuzeli w głowie i wrócić do równowagi. Był za słaby, aby wychodzić na dwór. Bieżnia w takich momentach – cudo.

5. Biofeedback. Moje szczęście, zwane ogólnie Mężem, zastanawia się nad tą formą terapii. Nasza koleżanka prowadzi takie zajęcia i namawia go do uczestnictwa w terapii. Czy to coś daje? Podobno, tak. Czy pomoże Pawłowi? Się okaże. Pożyjemy zobaczymy.

6. Beauty!! ODBLOKUJ SIĘ :) :) :) Ja wracam, to i Ty wróć :) Razem będzie raźniej :) :) :)

7. Po za tym wszystko u nas OK. Już chyba wyczerpałam odpowiednie tematy Tak więc pozdrawiam i oczywiście mam wiadomość dla mojego Misia :)

KOCHAM CIĘ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :* :* :* :* :* wredny mężu Ty mój :) :) :)

15 lutego 2012 | Komentarzy: 7 » Dodał(a):

Rada na dziś

Dzisiejszy wpis sponsoruje literka „i” jak ibuprofen.
Jeśli ktoś z Was ma okazję (w pejoratywnym tego słowa znaczeniu) brać interferon – pamiętajcie o ibuprofenie. Mi zdażyło się zapomnieć i więcej się to nie powtórzy. Temperatura dochodząca prawie do 40 stopni utrzymywała się ponad 24h, po zastrzyku w zasadzie doszedłem do siebie po 3 dniach, chociaż też nie jestem pewien, że już wszystko ok, bo kolejny zastrzyk miałem wczoraj. Ale póki co nie jest źle.
Był to wpis ostrzegawczy :)

9 lutego 2012 | 1 komentarz » Dodał(a):

Powrót po tygodniach nieobecności

Ale zaniedbałam tą stronkę ….

Nie miałam ochoty tu czegokolwiek pisać. Nie miałam  o czym pisać.  A z przymusu – nie lubię.

 

Wrócę po pracy do domu, to może uda mi się w skrócie napisać co tam u nas słychać :)

Widzę, że na Planecie SM pojawiło się kilka nowych blogów. Poczułam się dziwnie na myśl, że kiedyś codziennie wchodziło się na Planetę i czytało co tam u każdego po kolei słychać. Nie zawsze zostawiało się komentarze, ale cieszyłam się gdy ktoś był zadowolony, smuciłam i martwiłam, gdy komuś szło coś nie  po jego myśli…

A teraz?? Tyle zaległości… Nowych radosnych chwil i smutków… Wole te radości. Możemy mieć tylko wesołe chwile ???

1 lutego 2012 | Brak komentarzy » Dodał(a):

co tam?

Halo !

Co tam u Was ?

22 listopada 2011 | Komentarzy: 3 » Dodał(a):

1%

Dostałem dzisiaj maila z rozliczeniem 1%. I wiecie co ja o tym myślę? – kolokwialnie ujmując – ja pierdziu!

Zebrało się 11112,20 (nie, nie pomyliłem się – 11 112,20)

Szczerze pisząc to miałem nadzieję, że uzbiera się chociaż na jedną paczkę rebifu, czyli jakieś 2tys. a tu taka niespodzianka! Chociaż żona mnie rozbroiła jak powiedziała, że ona to spodziewała się 30 000 ;) Ważne, że jest cokolwiek. Niestety nie mam jak podziękować każdemu z osobna (zmieniło się prawo nt. wpłat z 1%) więc dziękuję Wam wszystkim!

Dobra, koniec pisania, czas na rebif, bo dzisiaj zastrzyk.

Dzięki!

17 października 2011 | Komentarzy: 5 » Dodał(a):

Kobiety

Kobiety są wredne…

Kobiety są złe…

 

 

13 października 2011 | Komentarzy: 4 » Dodał(a):

domena

Odnowiłem domenę na kolejny rok, więc dalej będziecie czytać nasze głupoty. Chociaż ostatnio rzadko tutaj piszemy… Ale piszemy rzadko, bo się nic specjalnego nie dzieje.

Dodałem reklamy, zawsze to kilka centów w miesiącu, a może nawet jakieś jeden euro się zbierze ;)

Dodam tylko, że po anginie standardowo błędnik oberwał, czyli częstsze zawroty głowy, ale na szczęście w bardzo niewielkim stopniu i w zasadzie już przeszło i jest tak, jak było przed anginą, więc generalnie dobrze jest :)

7 października 2011 | 1 komentarz » Dodał(a):

O anginie i błędach życiowych (dot. dziedziny żywienia) :)

Wchodząc na stronę logowania, przez chwilę musiałam się zastanowić jak brzmi mój login i hasło … To chyba zły znak. Od pewnego czasu nie ma wolnej chwili na pisanie co tam u nas słychać, a gdy już się takowa znajdzie, to wolę ją przeznaczyć na coś innego- czas spędzony z Pawłem, sprzątanie, gotowanie. W pracy dużo obowiązków i też nie ma kiedy coś naskrobać. Dopiero teraz, póki telefony się jeszcze nie rozdzwoniły, a moi koledzy z pracy nie utworzyli wspaniałych pism, którymi muszę się zająć – MAM CHWILKĘ :)

Koleżanka z pracy poszła na zwolnienie i musiałam posadzić swoje 4 litery za nią w sekretariacie. Moja naczelnik wyjechała na urlop. Tym sposobem robię na trzech etatach jednocześnie. Dopiero po 8, a ja już marzę żeby była 15.30 … Chce do domu!

Małżonek leży w domu w łóżku. Pewnie jeszcze śpi. Biedactwo też się rozchorował. Anginę ropną złapał… Już drugiego dnia, jak zaczęło go rozkładać wybrał się do Pani Doktor. Byłam z niego dumna – zazwyczaj trzeba go wołami ciągnąć do przychodni. Dostał tydzień zwolnienia, antybiotyk i inne przydatne lekarstwa. Leży sobie w domku, pije herbatki z malinami, je dużo rybek i warzywek.  Za bardzo się nie przemęcza (raz tylko posprzątał w sypialni :) – dziękuję Kochanie). Mimo wszystko miniona sobota była najgorsza. Termometr wskazywał w nocy 39.1 stopni. Paweł najpierw leżał po kołdrą i grubym kocem, rozgrzewał się sokiem malinowym, a potem znów zmienił temperaturę i był cały rozpalony. Podejrzewam, że temperatura pojawiła się w związku z zastrzykiem jaki sobie zrobił około godzinki wcześniej. Do tego dołączył antybiotyk i mieszanka wybuchowa (gorączkowa) gotowa. Na dzień dzisiejszy z anginy pozostał mu tylko ból gardła. Po za konkursem  pojawiły się zawroty i silne bóle głowy po każdym zastrzyku. W większej mierze to właśnie zawroty nie pozwalają mu wrócić jeszcze do pracy. Bóle swoją drogą. Spacery na świeżym powietrzu poszły w odstawkę, a do łask wróciła bieżnia, ostatnio troszkę zaniedbana. Zaniedbana tylko z powodu ładnej pogody za oknem. Woleliśmy wziąć psa na smycz i pozwiedzać nasze osiedle, zamiast chodzić czy biegać przy ścianie w domu, patrząc się w ekran tv.

Co tam się jeszcze pozmieniało? Z każdym miesiącem coraz bardziej zmieniany nawyki żywieniowe. Dopiero jak coś się wydarzy niedobrego w rodzinie, to człowiek zaczyna widzieć co nas otacza. Na dzień dzisiejszy otacza nas sama chemia rakotwórcza, która leży w sklepach na półkach. Nie zdajemy sobie do końca sprawy z tego, że sami doprowadzamy do pojawiania się tylu chorób na świecie. Ile dziś jest raków? Ile alergii? Kiedyś tego nie było. Ale kiedyś dziecko na wsi dostało masło zrobione przez mamę, śmietanę, mięso ze swojego utuczonego ekologiczną paszą świniaka, bez żadnych „E”, czy rosołek z kurki, która wesoło biegała sobie po podwórku, jajeczka przy tym poznosiła… Warzywa bez oprysków tak je chroniące, a nas trujące. Ale co tam… Po zachorowaniu Pawła, oczy się kilku osobom otworzyły. Dziś staramy się kupować warzywa w warzywniaku kolegi, gdzie wiem co skąd pochodzi i które produkty sam hoduje sobie na działce, bez żadnych antybiotyków czy świństw w zastrzykach. Nie liczy się, żeby warzywko było piękne i idealne. Ma być świeże i bez dodatków, które wzbogacają jego smak i nadają idealny wygląd. Zrezygnowała z różnych przypraw – do mięs. ryb,  sałatek, fix’sów czy innych takich. Sam proszek – chemia. Sosy w słoikach , które tak często goszczą w domach, zamieniliśmy na własnoręcznie zrobione z pomidorów uduszonych z ziołami i czosnkiem. Pawła rodzice zaopatrują nas w owoce, z których sami robimy soki. Mama mego małżonka w wakacje przygotowała kilka słoików z malinkami i kilka soków z porzeczek. Pychota!! A jak super się nadają do picia dla Pawła, gdy podczas choroby nie może pić swojej mineralnej z butelki, bo zimna. No i doskonale go rozgrzewają, gdy mu zimno. Dziękuję Mamo za soczki :)

Swoją drogą, pracował ze mną kiedyś facet, jeżdżący kilka lat temu na ciężarówkach. Transportował duże worki z proszkiem, które rozwoził po fabrykach produkujących soki w kartonach. Co worek to inna mieszanka – pomarańczowa, wiśniowa, jabłkowa… A jak jakiś worek się rozwalił, to mieli obowiązek zebrać wszystko z podłogi miotłą i szuflą, po czym wsypać do nowego worka. Co wtedy powstawało ?? Multiwitamina :) Człowiek kupuje sok w sklepie i nawet nie myśli o tym, że tak naprawdę kupił wodę wymieszaną z jednym z tych proszków, czasem trochę miąższu owoców dodadzą dla wiarygodności. Nektary i napoje, nawet tego miąższu nie mają. Najgorsze świństwa… Koleżanka Inspektorka zatrzymała kiedyś do kontroli pojazd, przewożący towary oznaczone znakiem – niebezpieczne, tzw. ADR. Jak wielkie było jej zdziwienie, gdy z dokumentów wyczytała, iż kierowca zmierza z całą tą chemią do jednej z fabryk popularnych soków na rynku…  A później dziw, że tyle chorób na świecie… Cholera… Dlaczego tyle jest chorób…. ?

Chyba mi odbiło… Muszę zakończyć tą notkę…. Buziaki

 

22 września 2011 | Komentarzy: 3 » Dodał(a):

Żyjemy

I kiedyś coś  napiszemy. Na razie nie mamy weny… Ale się jakoś zbierzemy w najbliższym czasie (najbliższym- w ciągu tygodnia, miesiąca, może kilku… )

Wszystko OK.
Po zastrzykach zero efektów ubocznych.

Paweł kocha, Paweł jest grzeczny, Paweł czuje się dobrze :) Oby tak zostało przez najbliższe 90 lat :)

25 lipca 2011 | Komentarzy: 6 » Dodał(a):

Strona 1 z 612345...Ostatnia »