Bliskość pod ostrzałem

Czujesz czasem, że ludzie są wokół, ale jakby ich nie było? Łatwo odpuszczamy siebie nawzajem, bo bliskość nas przeraża – jakby każdy zakładał, że i tak zaraz ktoś zniknie. Ale czy naprawdę musi tak być?

To nasz świat nas do tego doprowadził. Apki randkowe, szybkie znajomości, kultura „na chwilę” – wszystko uczy, że ludzie są wymienialni. Spotykasz kogoś, jest fajnie, ale w głowie masz: „i tak mnie rzuci, pójdzie dalej”. To strach przed porzuceniem, który siedzi w nas jak zadra. Technologia tylko pogarsza sprawę – swipe w lewo, swipe w prawo, następny w kolejce. Relacje stały się grą, gdzie nikt nie chce ryzykować, bo po co, skoro można uciec?

Młodzi mają z tym najgorzej. Chcemy więzi, ale boimy się zaryzykować – lepiej zostać w swojej bańce, niż spróbować. Kiedyś było inaczej – rodziny, przyjaciele, sąsiedzi dawali poczucie, że ktoś przy tobie będzie. Teraz często jesteśmy sami, nawet w tłumie. Media wmawiają, że mamy być „niezależni”, ale to nas zostawia z pustką. Prawdziwa niezależność to nie życie solo – to odwaga, by powiedzieć „zostaję” i zaufać, nawet jeśli może zaboleć.

Jak to zmienić? Zacznij od małych rzeczy – zadzwoń do kumpla zamiast pisać, zaproś kogoś na kawę, powiedz, co czujesz, zamiast chować się za ekranem. Nie bój się zaryzykować – zaproś kogoś do swojego świata, nawet jeśli nie zawsze wyjdzie. Szukaj ludzi, którzy też chcą czegoś trwałego, a nie tylko chwilowej zabawy. To nie o to chodzi, by zawsze się udało, ale by spróbować – lepsze to niż wieczne „co by było gdyby”.

To ważne, bo bez bliskości życie jest jak wydmuszka – ładne z wierzchu, puste w środku. Strach przed porzuceniem nie musi nami rządzić – możemy budować coś, co ma sens. Świat jest szybki i zimny, ale ty możesz być inny – ciepły, odważny, gotowy zostać. Nie zamykaj się – są tacy, którzy chcą być blisko, jeśli ty zrobisz pierwszy krok. Zacznij budować, a zobaczysz, że warto.