Sens nas ratuje

Patrzysz w ekran i czujesz, że coś jest nie tak? Mamy terapię, samorozwój, hasła o „dbaniu o siebie”, ale to nie wypełnia dziury w środku. My, młodzi, potrzebujemy sensu, a nie tylko apki uczące, jak mówić o uczuciach.

Kiedyś ludzie mieli coś większego – wiarę, zasady, wspólnotę. To dawało im grunt, na którym mogli stanąć. A my? Mamy chaos i slogany typu „jesteś wystarczający”, ale jak to poczuć, skoro nie wiemy, po co żyjemy? Media wmawiają, że każdy problem to choroba – idź na sesję, weź tabletkę, przepracuj to. Ale może to nie my jesteśmy zepsuci, tylko świat wokół nas? Może zamiast ciągłego rozkminiania siebie potrzebujemy kierunku – co jest dobre, co złe, jak żyć naprawdę, a nie tylko dla siebie?

Młodzi czują to najmocniej. Dorastamy w bałaganie, gdzie nikt nie mówi, jak być człowiekiem – tylko jak być popularnym albo produktywnym. Bez zasad dryfujemy – w relacjach, w decyzjach, w tym, kim jesteśmy. To nie o sztywne reguły chodzi, ale o drogowskazy, które pomagają ogarnąć życie. Terapia i „self-care” to za mało – nie powiedzą ci, po co wstać z łóżka, tylko każą ci analizować, dlaczego leżysz. Potrzebujemy czegoś trwałego, co nas uziemi, a nie egoizmu, który nas rozbija.

Co z tym zrobić? Zastanów się, co dla ciebie znaczy „żyć dobrze” – nie co każe świat, ale co czujesz w środku. Pogadaj z kimś, kto ma swoje wartości – babcią, wujkiem, kimś, kto przeżył więcej. Zacznij działać – pomagaj innym, twórz coś, zamiast wiecznie myśleć o sobie. Szukaj swojego „dlaczego” – to nie musi być religia, ale coś, co daje ci punkt odniesienia w tym chaosie.

To ważne, bo bez sensu życie staje się wydmuszką – ładne z wierzchu, puste w środku. Możesz znaleźć oparcie – w ludziach, w działaniu, w tym, co dla ciebie ważne. Nie chodzi o bycie idealnym, ale o to, żeby mieć po co żyć. Zacznij szukać swojego kompasu – to twój wybór, więc nie daj się zagubić w hałasie świata.