Wyobraź sobie, że każdy twój dzień to odcinek serialu, który musisz pokazać światu – brzmi jak koszmar, nie? Media społecznościowe wciskają nam kit, że jak czegoś nie wrzucisz online, to się nie wydarzyło. Ale serio, po co ci lajki, żeby czuć, że żyjesz? Nie musisz wszystkiego pokazywać, zwłaszcza swoich uczuć – to twoje, nie ich.
Pomyśl o tym: ile razy fociłeś pizzę, zamiast ją zjeść? Albo nagrywałeś koncert, zamiast skakać w tłumie? To nas odciąga od prawdziwych chwil – zamiast być tu i teraz, robimy performans dla obcych. A jak wrzucisz coś o złym dniu, licząc na wsparcie? Dostajesz lajki, kilka „trzymaj się”, ale czy to pomaga? Często kończysz czując się gorzej, bo randomowi ludzie oceniają twoje życie, a ty siedzisz i czekasz na ich reakcję jak na wyrok. Platformy na tym żerują – im więcej dajesz, tym więcej zarabiają.
Młodzi mają z tym szczególnie ciężko. Dorastamy w czasach, gdzie każdy smutek ląduje w Stories, a prywatność to jakiś żart. Od małego uczą nas, że życie to pokaz – masz być na widoku, zawsze w formie. Ale twoje emocje, twoje zwykłe dni – to nie towar na sprzedaż. Możesz zachować je dla siebie albo pogadać z kimś bliskim, zamiast dawać publice. Po co oddawać swoje wnętrze światu, który i tak ma to gdzieś?
Co z tym zrobić? Odetnij się od apkowego młyna – nie każdy moment wymaga fotki czy posta. Spróbuj przeżyć dzień bez dokumentowania – idź na spacer, posłuchaj muzyki, pogadaj z kumplem, nie myśląc o Insta. Jak musisz się wygadać, pisz w zeszycie – nikt nie da lajka, ale ulga będzie większa. I nie bój się powiedzieć „to moje” – nie każdy kawałek ciebie musi być publiczny. To nie egoizm, to troska o siebie.
To ważne, bo kiedy przestajesz grać dla innych, zaczynasz żyć naprawdę. Kiedyś ludzie mieli wspomnienia w głowie, nie w galerii telefonu. Ty też możesz to odzyskać – świat online jest nachalny, ale ty masz wybór. Nie musisz być aktorem w czyimś show – możesz być sobą, bez fleszy. Wrzuć mniej, czuj więcej – to twój ruch, więc nie daj się wciągnąć w tę grę.